Mam w domu dużą fioletową walizkę. Stoi niedaleko wejścia do części dziennej mojego dwudziestometrowego apartamentu zlokalizowanego w w najuboższej dzielnicy średniej wielkości miasta. w Kiedy na nią spoglądam wyobrażam sobie lepsze życie i pogoń za marzeniami. Jednakże wiem, że lepiej nie będzie, gorzej też już być nie może, bo to co jest dziś, jest tylko dzisiaj. Jeśli odczuwam , że w poniedziałek posiadam niewiele to, w środę mogę czuć, że osiągnęłam już wszystko, co mogłam w dotychczasowym okresie.
Mam właśnie nad głową czarna chmurę, a może mam ją dwadzieścia cztery godziny na dobę siedem dni w tygodniu? Mogę zacząć "nowe życie" dwieście kilometrów stąd, spełnić swoje marzenia, jednak jestem sparaliżowana i związana. Mam jednocześnie dość tego, że całe życie ograniczam się przez ludzi, którzy mnie otaczają. Dlaczego jeśli mam szansę, być może ostatnią w życiu, mam jej nie wykorzystać?
Mam wrażenie, że walizka mówi do mnie pakuj się, nic już Cię tu nie spotka, później tylko będziesz pluła sobie w twarz i męczyła się, przecież nieważnie, gdzie będziesz i tak będziesz sama. więc spełniaj swoje marzenia nawet jeśli miałaby cię po kilku tygodniach spotkać przykra niespodzianka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz